siedziako_net.jpgMichał Siedziako

Codzienność strajkującego miasta

Pisząc o wydarzeniach „gorącego lata ’80” historycy skupiają się zazwyczaj na sferze politycznej. Dominują opisy przebiegu negocjacji między przedstawicielami strajkujących, a władzami, wiele miejsca poświęca się postaciom liderów strajkowych i politycznym reperkusjom podpisanych porozumień. Tymczasem protesty Sierpnia ’80 były udziałem setek tysięcy ludzi. Na kilkanaście dni zmieniły oblicza miast, i codzienne funkcjonowanie ich mieszkańców. Tak również było w Szczecinie.

Kluczową kwestią mającą wpływ na rozwój wydarzeń oraz sytuację strajkujących, była odpowiednia organizacja protestu. Strajk miał swoje centrum, którym była Stocznia Szczecińska im. Adolfa Warskiego, mówiąc zaś ściślej, stoczniowa świetlica – miejsce negocjacji strajkujących z komisją rządową oraz siedziba Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego, który na czas protestu przejął de facto odpowiedzialność za stocznię oraz przebywających na jej terenie ludzi. Utworzono straż robotniczą z zadaniem dbania o bezpieczeństwo oraz porządek strajku. Powołani w jej szeregi robotnicy czuwali nad odpowiednim zachowaniem swoich kolegów, opiekowali się stoczniowym mieniem, jak również pilnowali, aby na teren zakładu nie przedostały się osoby niepożądane. Swoje zadania „strażnicy” sprawowali z dobrym efektem. Niecodzienne zadanie, powierzone ludziom, na co dzień odpowiedzialnym jedynie za wąski odcinek pracy, wypełniane było w poczuciu dużej odpowiedzialności. Podobne straże tworzono również w innych strajkujących zakładach. Podwyższeniu bezpieczeństwa służyć miał także wprowadzony przez władze miasta na prośbę kierownictwa strajku zakaz sprzedaży alkoholu. Uczestników strajku obowiązywał bezwzględny zakaz jego spożywania.

W świetlicy w „Warskim” przebywali wchodzący w skład MKS przedstawiciele poszczególnych wydziałów stoczniowych oraz zakładów, które przyłączały się do protestu. Sam akt poparcia lub przystąpienia do MKS stał się w pewnym momencie swoistym rytuałem. „Protokół – czytamy w dziennikarskiej relacji Małgorzaty Szejnert i Tomasza Zalewskiego – zdążył się ustalić w poprzednich dniach. Delegacja, zaciekawiona i oglądana z zaciekawieniem, wśród wielkich oklasków idzie ku estradzie. Tam ją przyjmuje masywny blondyn Bogdan Baturo, bystry i rzeczowy mistrz ceremonii. Wita, przedstawia, oddaje mikrofon. Delegaci mówią, z czym przyszli. Czasem jest to informacja, że przystąpili do strajku. Częściej podziękowanie z formułą poparcia. Niektórzy czytają własne postulaty, wpisują się na listę, dostają numer porządkowy i przekazują MKS swoje listy uwierzytelniające, na przykład protokoły z zebrań załogi, na których podjęto solidarnościowe uchwały. […] Lucyna [właśc. Łucja – przyp. M.S.] Plaugo nie nadąża z wciąganiem zakładów na listę, sprawy trudno załatwiać pośpiesznie, trzeba uszanować uroczysty nastrój przybyszy. To, co dla Warskiego jest już codziennością, dla nich się dopiero zaczyna”. Do strajkowego centrum podejmujące protest przedsiębiorstwa wysyłały swoich delegatów (ze względu na ograniczoną ilość miejsca w stoczniowej świetlicy większe zakłady reprezentowały w MKS dwie osoby, małe zaś tylko jedna), przy czym musieli oni utrzymywać stałą łączność z własnymi przedsiębiorstwami.

O ile przebywający na terenie samej stoczni mogli przysłuchiwać się obradom MKS przez stoczniowy radiowęzeł, to należało również zapewnić odpowiedni dopływ informacji do innych zakładów pracy biorących udział w proteście. W sytuacji, gdy strajkującym nie pozostawało nic innego, jak czekać na wyniki rozmów MKS z komisją rządową, dostęp do rzetelnej informacji był sprawą najwyższej wagi. Większość czasu przeciętnych uczestników strajków w trakcie ich trwania wypełniało właśnie wyczekiwanie na świeże wieści z „Warskiego”. Długie czekanie i brak wiadomości o rozwoju wydarzeń negatywnie oddziaływało na załogi poszczególnych zakładów, z czego osoby odpowiedzialne za ich przekazywanie zdawały sobie sprawę. Wielu nagrywało obrady MKS na taśmy magnetofonowe, aby następnie móc odtworzyć je kolegom, do dostępnych obok świetlicy telefonów w przerwach obrad ustawiały się kolejki.

Więcej czytaj w kwartalniku „Pamięć i Przyszłość” nr 4/2013 (22)