Jakub Tyszkiewicz

Rok 1956 nad Wisłą i nad Odrą

Początek roku 1956 r. nie zapowiadał znaczących przemian w Polsce, od dziewięciu lat pozostającej w okowach stalinizmu, obejmującego wszystkie dziedziny życia politycznego i społecznego. Pierwsze oznaki procesu nazwanego popularnie „odwilżą” pojawiły w kulturze. Jej symbolem stał się wstrząsający na owe czasy „Poemat dla Dorosłych”, autorstwa Adama Ważyka, dotychczas czołowego wyznawcy wszechobecnego dotąd, urzędowego socrealizmu. Utwór wydrukowany w sierpniu 1955 r., opisywał rzeczywiste, tragiczne oblicze sztandarowej budowy stalinizmu, Nowej Huty pod Krakowem, a symbolicznie całego kraju. Na większe zmiany, zmieniające dogłębnie stosunki polityczne i społeczne nad Wisłą całokształcie życia, trzeba było jednak czekać jeszcze prawie pół roku, gdy światem wstrząsnęły wieści płynące z Moskwy.

Tajny referat Chruszczowa i śmierć Bolesława Bieruta

25 lutego 1956 r., nowy przywódca na Kremlu Nikita Chruszczow, w czasie obrad XX Zjazdu Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego, na zamkniętym posiedzeniu, wygłosił słynny „tajny referat”, w którym oskarżył Stalina o stworzenie kultu jednostki, terror, zbrodnie, masowe deportacje i stworzenie warunków, w których nikt nie mógł się czuć bezpiecznie. Obwinił także dyktatora o fatalny stan rolnictwa i błędy w polityce zagranicznej. Celem wystąpienia było oskarżenie osoby, ale nie stalinowskiego systemu, w którym Chruszczow i inni towarzysze aktywnie przecież uczestniczyli. Miało ono jednak epokowe znaczenie dla rozwoju sytuacji politycznej, zarówno w ZSRR, jak i obozie państw zależnych od Kremla, zwłaszcza że jego treść szybko stała się powszechnie znana. Oskarżenie nawet wybranych elementów stalinowskiego dziedzictwa wzbudziło niedowierzanie, a nawet szok w społeczeństwach poddanych stalinizmowi. Rewelacje Chruszczowa zapewne wpłynęły także na pogorszenie stanu zdrowia „polskiego Stalina”, czyli Bolesława Bieruta, który uczestniczył w obradach XX Zjazdu. Pomimo usilnych wysiłków lekarzy radzieckich, dotychczasowy szef partii komunistycznej w Polsce zmarł w Moskwie. Pomimo oficjalnej żałoby, jego zgon społeczeństwo polskie przyjęło raczej z ulgą. Powszechnie odczuwano, że odszedł jeden ze ślepo posłusznych wykonawców woli Stalina od 1948 r. Jego śmierć komentowano szyderczo: „Pojechał dumnie, wrócił w trumnie”, lub w innej wersji: „Pojechał w futerku, wrócił w pudełku”.

Niewątpliwie zgon Bieruta przyśpieszył przemiany zarówno w samej partii komunistycznej, na której czele stanął bezbarwny Edward Ochab, jak i w społeczeństwie. Słowa Chruszczowa, rozpowszechniane zarówno w eterze przez Radio Wolna Europa, jak i na otwartych zebraniach partyjnych, szybko wywołały pozytywny ferment. Wczesną wiosną 1956 r. doszło do pierwszych sygnałów większej „odwilży” nad Wisłą. Wypuszczono 30 tys. więźniów politycznych, rozpoczęto także rehabilitację osób, które dotknęły czystki w latach 1948-1956 i zdymisjonowano kierownictwo Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, odpowiedzialne za terror polityczny. Zelżenie cenzury poszerzyło swobodę wypowiedzi. Coraz częściej pojawiały się żądania większych zmian polityczno-społecznych. Wiatru w żagle nabrało również reformatorskie skrzydło kierownictwa partyjnego. Stale istniała jednak obawa, czy nie są to tylko pozorne zmiany. Zwracali na to uwagę m.in. zagraniczni obserwatorzy, którzy jeszcze długo zachowywali sceptycyzm, czy „odwilż” w Polsce jest autentyczna. Amerykański ambasador w Polsce uważał np., że jest to proces w pełni kontrolowany przez komunistów, w którym „dominują raczej słowa niż czyny”, a co gorsza w każdej chwili może być on wstrzymany. Jeszcze we wrześniu 1956 r., nadal najbardziej istotnym elementem sytuacji nad Wisłą był dla niego fakt kontroli armii polskiej przez marszałka Konstantego Rokossowskiego i innych, pochodzących z ZSRR, dowódców, a także obecność dużych oddziałów radzieckich w Polsce, oraz polityka pozostająca w ścisłym powiązaniu z Kremlem.

Poznański Czerwiec

Opinie dyplomaty USA zdawał się potwierdzać wybuch społeczny, do którego doszło pod koniec czerwca, w czasie trwania Międzynarodowych Targów w Poznaniu. Pogorszenie standardów życia, wywołane niedoborami artykułów żywnościowych i towarów konsumpcyjnych, brakiem mieszkań, a także korupcja, biurokracja i niewydolność rządu, budziły coraz większe niezadowolenie społeczeństwa. Uwidoczniło się z całą siłą 28 czerwca 1956 r., w postaci gwałtownego protestu społecznego w stolicy Wielkopolski. Wycofanie się przez władze komunistyczne z obiecanej podwyżki płac i zawyżenie norm systemu akordowego wywołało oburzenie pracowników ZiSPO, czyli Zakładach H. Cegielskiego. Kilkunastotysięczny pochód robotników, którzy ruszyli w stronę poznańskiego centrum, przerodził się w ogromną, prawie stutysięczną, demonstrację. Doszło do walk ulicznych, z użyciem broni palnej. Władze komunistyczne zdecydowały się siłową likwidację społecznego protestu. Został on krwawo stłumiony przez polskie oddziały wojskowe, zginęło ponad 50 osób, a ponad 500 zostało rannych. Aż 700 demonstrantów zostało aresztowanych. Premier Józef Cyrankiewicz w wystąpieniu brutalnie przypomniał Polakom, że władza ludowa nie zawaha się odrąbać „każdej ręki” podniesionej przeciw niej,

Nie powstrzymało to jednak procesu oddolnych zmian. Latem 1956 r. szczególnie niebezpieczne dla rządzących komunistów stały się wybory do spontanicznie powoływanych w różnych zakładach pracy rad robotniczych, niezależnych od podporządkowanych partii komunistycznej związków zawodowych. W łonie partii komunistycznej toczyły się także walki frakcyjne między stalinistami, a reformatorami. A więc między tymi, którzy byli zwolennikami trzymania narodu na smyczy, a zwolennikami pewnych reform, idących w tym kierunku, co destalinizacja rozpoczęta właśnie przez Chruszczowa. Kierownictwo partyjne w Polsce uznało zatem, że tylko powrót oskarżonego w 1948 r. o zbyt ”narodowe” poglądy Władysława Gomułki, który przebywał dotąd w areszcie domowym, może uspokoić nastroje społeczne i zażegnać niebezpieczeństwo utraty władzy przez komunistów.

Polski Październik

Wybór jego osoby na I sekretarza KC PZPR 19 października 1956 r. wywołał jednak wściekłość na Kremlu. Kierownictwo sowieckie z samym N. Chruszczowem na czele wylądowało w Warszawie i zagroziło bezpośrednią interwencją zbrojną. Szef radzieckich komunistów już na Okęciu wygrażał pięścią, rugając polskich towarzyszy za wybór nowego przywódcy partyjnego bez konsultacji z Moskwą. Wojska radzieckie stacjonujące od 1945 r. w Polsce, opuściły garnizony rozlokowane m.in. na Dolnym Śląsku i wyruszyło w kierunku stolicy. Doszło do wielogodzinnych, pełnych napięcia rozmów, w czasie których Gomułka zdołał jednak przekonać władze ZSRR, że monopol partii komunistycznej w Polsce zostanie zachowany, a PRL nadal będzie członkiem Układu Warszawskiego, wspierając sowiecką politykę zagraniczną. Na wycofanie się przywódców radzieckich z bardziej stanowczych działań nad Wisłą mogły także wpłynąć nastroje panujące w tym czasie w stolicy. W czasie rozmów partyjnych odbywały się manifestacje studenckie na Politechnice Warszawskiej i robotnicze wiece poparcia dla Gomułki w Fabryce Samochodów Osobowych. Chruszczow zaakceptował zatem Gomułkę i poczynione przez niego po październiku 1956 r. zmiany na arenie wewnętrznej, zwłaszcza że nie różniły się one zbytnio od postulatu złagodzenia kursu politycznego, formułowanego wobec państw zależnych trzy lata wcześniej. Ze zmian tych, zapowiedzianych przez Kreml bezpośrednio po śmierci Stalina władze radzieckie się potem wycofały.

Na fali zwycięstwa, w czasie ogromnego wiecu w Warszawie, 24 października, nowy I sekretarz polskich komunistów przyznał, że dotychczasowa polityka partii nie pozbawiona była błędów, nieprawości i zła, ale równocześnie wezwał do zakończenia „wiecowania” i powrotu do pracy. W Polsce doszło jednak rzeczywiście do dużych zmian wewnętrznych, zwłaszcza na tle sytuacji w innych krajach zależnych od Kremla. Ogromne znaczenie dla uspokojenia napiętej sytuacji politycznej miało zwłaszcza uwolnienie internowanego od września 1953 r. prymasa Stefana Wyszyńskiego, co pozwoliło na przywrócenie normalniejszych relacji między państwem a Kościołem katolickim. Na krótki czas polscy komuniści wycofali się z walki z tą instytucją, rezygnując z prawa do obsadzania stanowisk kościelnych i zgodzili się na powrót religii do szkół. Osiągnięto także kompromis w sprawie objęcia biskupstw na Ziemiach Odzyskanych przez biskupów tytularnych.

Symbolem, zdającym sie potwierdzać „narodowy” charakter rządów Gomułki, było odwołanie marszałka Rokossowskiego ze stanowiska dowódcy polskiej armii. Do Kraju Rad powrócili także radzieccy dowódcy i doradcy z innych resortów. Nieco później, Gomułce udało się także doprowadzić do porozumienia określającego ramy prawne dla stacjonowania wojsk radzieckich, m.in. na Dolnym Śląsku, co było zakończeniem trwającej od 1945 r. nienormalnej sytuacji, w której Północna Grupa Wojsk Radzieckich traktowała duże połacie tego regionu jak własne terytorium, na które nie sięgała polska administracja. W sferze gospodarczej najbardziej widoczną zmianą było zaniechanie przymusowej kolektywizacji rolnictwa, co spowodowało natychmiastową oddolną likwidację tworzonych na wzór radziecki, „kołchozów”.

Nad Odrą

Na niezadowolenie społeczeństwa zwłaszcza na Dolnym Śląsku, obok wymienionych już, ogólnopolskich elementów, wpływało znaczne pogorszenie warunków życia ludności w okresie stalinowskim. Pomimo upływu 10 lat od zakończenia wojny, Wrocław, liczący wówczas ponad 380 tysięcy mieszkańców i dotknięty w latach 1949-1955 rabunkową akcją rozbiórki, czyli „odzyskiem cegły”, wciąż czekał na swoją odbudowę. Masy gruzów zalegających miasto po tej dewastacji były widocznym symbolem problemów trapiących aglomerację i jej mieszkańców. Zaniedbana sieć komunalnej infrastruktury, szwankujący system komunikacji masowej, niedostateczna liczba szkół podstawowych i średnich, a także przychodni i ośrodków zdrowia oraz brak jakichkolwiek remontów tkanki miejskiej, wraz z pogarszającą się sytuacją bytową, wynikającą z braków nawet podstawowych artykułów – na co wskazuje Stanisław Ciesielski - powodowały coraz większe rozgoryczenie ludności Wrocławia. Sytuacja w innych miastach Dolnego Śląska często była nawet gorsza. Duża część mieszkańców Dzierżoniowa, Oleśnicy czy Bierutowa nie miała bieżącej wody, jej niedobory występowały w Wałbrzychu, Jeleniej Górze czy Kłodzku. Wszędzie bolączką pozostawała komunikacja miejska, służba zdrowia czy szkolnictwo. Okres stalinowski przyniósł także upadek małych, nie w pełni zaludnionych, miasteczek dolnośląskich. Następowała wyraźna ich rustyfikacja, przybierały wiejski charakter, nie tylko na skutek zasiedlenia ich przez Polaków pochodzących w większości z kresowych wsi, ale także braku jakichkolwiek nowych inwestycji i likwidacji lokalnych zakładów przemysłowych i sklepów, w ramach prowadzonej przez komunistów walki z prywatnym handlem i rzemiosłem. Upadek najbardziej dotknął Syców, Bierutów, Międzylesie, Wleń, Lubomierz czy Polkowice, które straciły nawet miejski charakter. Jeszcze gorzej sytuacja wyglądała na wsi, gdzie działania władz w okresie stalinowskim ograniczały się właściwie do przymusowego odbierania ziemi chłopom i tworzenia spółdzielni produkcyjnych, czyli kolektywizacji rolnictwa.

Rozpowszechnienie informacji o tajnym referacie Chruszczowa musiało zatem wywołać odzew i poruszenie w dolnośląskim społeczeństwie. W czasie otwartych zebrań partyjnych, odnotowywano coraz śmielsze politycznie pytania i żywe dyskusje dotyczące zakazanych dotąd kwestii, dotyczących zwłaszcza stosunków z ZSRR, sytuacji politycznej w kraju, partii komunistycznej i trudnych warunków życia. Kolejną aktywizację społeczeństwa dolnośląskiego i Wrocławia wywołał Poznański Czerwiec. Organizowane przez władze oficjalne wiece w fabrykach w celu potępienia wydarzeń w stolicy Wielkopolski przeradzały się – jak pisze Łukasz Kamiński – w wyraz poparcia dla robotników poznańskich. W tym czasie doszło także do rozpadu stalinowskiego pasa transmisyjnego partii do młodzieży szkół wyższych i średnich – Związku Młodzieży Polskiej. Przy zelżeniu cenzury, coraz większą rolę, podobnie jak w całym kraju, odgrywała wrocławska prasa, a lokalni dziennikarze byli zwolennikami zmian w otaczającej rzeczywistości.

Październikowe wydarzenia w Warszawie odbiły się również szerokim echem we Wrocławiu i na Dolnym Śląsku. Szczególnie dramatyczny przebieg – na co wskazuje Włodzimierz Suleja - miał wiec pod gmachem Politechniki 22 października, na który przybyło kilka tysięcy demonstrantów. O panujących nastrojach świadczyły. antyradzieckie okrzyki m.in. z żądaniami wycofania wojsk ZSRR z Polski. Następnie zebrani przeszli pod gmach Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej przy pl. Teatralnym niszcząc czerwone gwiazdy i rozbijając gabloty na Dworcu Głównym, dotyczące miesiąca przyjaźni z ZSRR. Wyrazem niechęci do narzuconego ustroju i rzeczywistości było zrywanie tabliczek z nazwami Stalina i drogowskazów prowadzących do Stalinogrodu, czyli Katowic. Interweniowała milicja, a demonstranci usiłowali wznosić barykady, zatrzymując tramwaje. We Wrocławiu wrzało także następnego dnia a grupy manifestantów zostały rozproszone przez oddziały porządkowe MO. W fabrykach i na uczelniach organizowano spontaniczne wiece. Gwałtowne wystąpienia odnotowano także w innych dolnośląskich miastach. Według Łukasza Kamińskiego do największych wystąpień doszło w Legnicy, gdzie próbowano zniszczyć pomnik braterstwa polsko-radzieckiego, w Świdnicy, a także Chocianowie, Jelczu i Wołowie. Na fali przemian na dolnośląskiej wsi rozpoczął się oddolny proces dekolektywizacji. W ciągu kilku tygodni spontanicznie likwidowano większość dolnośląskich „kołchozów”, a ich dotychczasowi uczestnicy grabili majątek, rozliczając najbardziej aktywnych aktywistów zaangażowanych w ten proces do 1956 r.

I po Październiku

Pierwsze miesiące po gwałtownych październikowych zmianach zdawały się zwiastować rzeczywiste przekształcenia polityczne i społeczne nad Wisłą i Odrą. W partii i rządzie wciąż trwały rozgrywki między poszczególnymi frakcjami, widoczne również na szczeblu dolnośląskim - była ona jeszcze zbyt słaba na przykręcenie śruby. Podobnie jak w stolicy, również we wrocławskich zakładach powstały oddolne samorządy robotnicze. Panowała rzeczywiście duża wolność słowa, której wyrazem było m.in. powszechne poparcie dla zrywu niepodległościowego Węgrów, krwawo stłumionego przez wojska radzieckie w listopadzie 1956 r. Społeczeństwo wrocławskie pokazało swoje nastroje, spontanicznie zbierając dary, fundusze i oddając krew dla poszkodowanych w walkach Węgrów.

Bardzo szybko jednak Gomułka zaczął odchodzić od zdobyczy Października. Pierwszym sygnałem odwrotu było zaostrzenie cenzury. Widomym przejawem nowego kursu było zamknięcie w październiku 1957 r. niepokornego tygodnika „Po Prostu”. Protestujący przeciwko temu studenci w Warszawie, rozpędzeni zostali przez uzbrojone oddziały milicji. Szybko ograniczono także pozycję rad robotniczych. Już w rok po zmianach rozpoczęto atak na intelektualistów, domagających się zachowania „zdobyczy Października” i zwrócono się przeciwko skrzydłu reformatorskiemu w partii komunistycznej. Pod koniec lat 50. Gomułka rozpocznie nowy etap walki z Kościołem katolickim w Polsce. Natomiast trwałą zdobyczą zmian politycznych w Polsce pozostanie dekolektywizacja i utrzymanie własności przez chłopów, co będzie ewenementem w skali całego bloku do 1989 r. Niewątpliwie sukcesem była pewna poprawa życia społeczeństwa, zwłaszcza w porównaniu do okresu stalinowskiego, w ramach polskiej „małej stabilizacji”. Z pewnością z większymi nadziejami wchodzili w następną dekadę także mieszkańcy Wrocławia i Dolnego Śląska, bowiem zwiększone zainteresowaniem władz tym regionem oznaczało napływ funduszy na gospodarkę komunalną i mieszkaniową oraz początki porządkowania i odbudowy wielu zdewastowanych dotąd dolnośląskich miast i miasteczek. Z pewnością w okresie po 1956 r. trzeba zauważyć również rozwój życia kulturalnego we Wrocławiu, wynikający z częściowego, ale jednak poluzowania socrealistycznego gorsetu ideologicznego, co w następnej dekadzie przyniosło osiągnięcia dostrzegalne nawet na arenie międzynarodowej.

Dr hab., prof. UWr, Jakub Tyszkiewicz, historyk dziejów najnowszych, badacz stosunków polsko-amerykańskich po 1945, Dolnego Śląska i Wrocławia, zwłaszcza w pierwszych dekadach po wojnie, autor m.in. Wiek XX. Historia powszechna, Warszawa 2010 (wspólnie z E. Czapiewskim) i Polityka Stanów Zjednoczonych wobec Polski w dobie prezydentury Johna F. Kennedy’ego, Wrocław 2011.